Pamięci Oskara Müllera, „Anioła z Dachau” – pierwszego wołowskiego antyfaszysty.

Naszymi ulicami, dziś oblepianymi nazistowskimi vlepkami oraz smarowanymi nacjonalistycznymi symbolami przechadzał się bez mała 100 lat temu człowiek, któremu setki zawdzięczają swoje życie. To właśnie tu, w naszym mieście urodził się w dniu 25 czerwca 1896 człowiek niezwykłej odwagi i siły, przyszły „anioł” obozu koncentracyjnego w Dachau.

p_mueller1

Oskar Müller zdecydowanie reprezentował lewicowy nurt antyfaszystowski. Gdy naziści doszli do władzy jako jeden z nielicznych wypowiedział temu totalitaryzmowi wojnę, co przypłacił więzieniem (Landtag, Sachsenhausen, Dachau). Jego pierwsze więzienie miało miejsce z powodu… bycia człowiekiem lewicy, a więc za nic innego jak za poglądy, za to samo, za co „nowe pokolenie” patriotów chciałoby eksterminować ludzi. Istotnie Muller był członkiem i aktywnym działaczem Komunistycznej Partii Niemiec (Kommunistische Partei Deutschlands), istotnie też aktywnie działał na rzecz współpracy ze związkami zawodowymi oraz stawał w obronie praw pracowniczych. Dlatego jego zdolności i doświadczenie pozwoliły mu objąć ministerialne stanowiska (ministerstwo pracy o polityki społecznej).

Aktywnie uczestniczył też w powojennym ruchu antyfaszystowskim jako generalny sekretarz VVN (Vereinigung der Verfolgten des Naziregimes – Bund der Antifaschistinnen und Antifaschisten; Stowarzyszenie Przeciwników Reżimu Nazistowskiego/ Federacja Antyfaszystowska).

 

Na koniec dodamy, dla większej świadomości uczniów pewnego znanego wołowskiego historyka (on nie jest antyfaszystą jak sam otwarcie twierdzi), że w obozie Dachau więzieni byli również Żydzi, Romowie, Świadkowie Jehowy i homoseksualiści, a wśród kierownictwa obozu można znaleźć prawdziwe niemieckie nazwiska jak np. Alex Piorkowski czy Heinrich Skodzensky (bo nie narodowość świadczy o tym czy jesteś skurwysynem).

 

Oskar Muller zmarł 14 stycznia 1970 r. jednak pamięć o nim pozostanie. Będziemy starali się też ją odświeżyć. Większość materiałów na temat Mullera znajduje się w Niemczech jednak to nie jest dla nas spory problem aby je pozyskać.

[Abramowski] Znaczenie spółdzielczości dla demokracji

Kooperatywa spożywcza oddaje w ręce ludu handel

Kooperatywa spożywcza jest to stowarzyszenie dla wspólnego zakupu zarówno przedmiotów codziennego użytku, jak i wszelkich innych towarów. Zamiast ażeby każdy oddzielnie kupował w sklepikach i magazynach chleb, mleko, masło, naftę, węgiel, obuwie, odzież, bieliznę i inne rzeczy, ludzie łączą się w stowarzyszenie, które za pośrednictwem swej administracji kupuje te wszystkie przedmioty hurtem dla własnego sklepu. Kupując hurtem, stowarzyszenie kupuje taniej; członkom zaś swoim sprzedaje po zwyczajnej cenie handlowej; i stąd pochodzi zysk stowarzyszenia.

Jest to zwyczajny zysk kupiecki; tylko, że tutaj zamiast stanowić osobisty dochód tego lub owego kupca, stanowi wspólny dochód stowarzyszenia, należy do ogółu członków i może być przez nich użyty według ich uznania i woli; część jego może być przeznaczona do podziału między nich jako dywidenda od zakupów, druga zaś część może być zachowana jako fundusz gromadzki dla celów użyteczności zbiorowej.

Im więcej ludzi należy do stowarzyszenia, tym bardziej wzmaga się znaczenie handlowe i siła ekonomiczna kooperatywy. Staje się ona wielkim odbiorcą towarów, wielkim kupcem, z którym rachować się muszą poważnie zarówno firmy handlowe, jak i przemysłowcy, dbać o dobry gatunek towarów i ustępować w cenach. Jednocześnie zaś ze wzrostem ilości członków i ze wzrostem obrotu handlowego kooperatywy rosną także i jej dochody, nagromadzają się coraz większe kapitały, które jej pozwalają rozszerzać swoją działalność gospodarczą. Z natury więc kooperatywy spożywczej wynika, że jest ona stowarzyszeniem otwartym dla wszystkich, przyrodzoną nieprzyjaciółką wszelkich monopolów i ograniczeń, prawdziwym stowarzyszeniem ludowym. Biorąc na siebie zadanie bezpośredniego nabywania towarów, dąży ona z konieczności rzeczy do tego, aby ogarnąć sobą wszystkich spożywców, tj. wszystkich ludzi; czyli, innymi słowy, aby zawładnąć całym rynkiem krajowym, aby ten rynek zorganizować i przystosować do potrzeb ludności, odebrać rządy jego z rąk kapitalistów i kupców i oddać w ręce ludu.

Kooperatywa spożywcza oddaje w ręce ludu produkcję i bogactwo krajowe

Kooperatywa, przywłaszczając sobie dochody kupieckie i mając swój własny zorganizowany rynek – liczne rzesze swoich członków, jest w mocy pójść dalej na drodze wielkiej reformy społecznej i stworzyć własną produkcję. W tym celu powinna ona skupiać w swoim ręku jak najwięcej wkładów i starać się, aby jak największa część zysku czystego kapitalizowała się jako fundusz gromadzki. Przy pomocy nagromadzonych w ten sposób kapitałów kooperatywa zakłada warsztaty i fabryki, nabywa kopalnie i folwarki, które, jako własność kooperatywy, stanowią wspólny majątek wszystkich stowarzyszonych. Oni sami wybierają administratorów, sami kontrolują sposób prowadzenia interesów, sami ustanawiają prawidła i sami korzystają z dochodów. Jest to własność ludu zorganizowanego.

W takich zakładach i gospodarstwach kooperatywnych wyzysk pracujących powinien być zupełnie wykluczony. Robotnicy, którzy tam pracują, są także członkami kooperatywy spożywczej i, jako tacy, są zarazem współwłaścicielami tych fabryk i folwarków, które do kooperatywy należą, biorą udział w zarządzaniu nimi i we wszystkich dochodach, jakie one dają. Interesem, więc samych stowarzyszonych będzie, ażeby praca w tych zakładach kooperatywnych była dobrze opłacana, zdrowa, przyjemna i pozostawiająca sporo czasu na życie swobodne.

Kooperatywa, stając się wytwórcą, przywłaszcza sobie nowe źródło dochodów, zabiera te zyski, które należą do kapitalistów. Zamiast kupować od fabrykantów dla swoich magazynów chleb, mąkę, płótna, obuwie itd. kooperatywa stawia swoje własne piekarnie, młyny, tkalnie, warsztaty szewskie i zabiera sobie ten dochód, który przedtem dawała fabrykantowi.

Tym sposobem wspólne kapitały ludu, zorganizowanego w stowarzyszenia spożywcze, rosną jeszcze bardziej. A w miarę tego, jak mnożą się kooperatywne przedsiębiorstwa przemysłowe i folwarki, w miarę tego coraz większa część produkcji i bogactw krajowych przechodzi w jego ręce. Obok kapitalistycznej gospodarki, opartej na przywilejach i wyzysku, niszczącej zdrowie i wolność człowieka, zjawia się nowa gospodarka, w której nie ma wyzyskujących i wyzyskiwanych, właścicieli i proletariuszy, rządzących i rządzonych, gdzie jedynym właścicielem jest stowarzyszenie ludowe wolne, otwarte dla każdego, szanujące bezwzględną równość praw i obowiązków.

Kooperatywa spożywcza oddaje w ręce ludu oświatę i zdrowie

Jeżeli kooperatywa jest dobrze administrowana, jeżeli posiada liczne zastępy członków i jeżeli ci członkowie wszystko w niej kupują, natenczas dochody kooperatywy dosięgają olbrzymich rozmiarów i mogą być przeznaczone na zaspokojenie wszelkiego rodzaju potrzeb społecznych. Dochody te dzielą się zwykle na dwie części: jedna część jest wypłacana członkom jako dywidenda, druga zachowana jest jako fundusz gromadzki. Ta druga część jest najważniejsza i największe korzyści zapewnia stowarzyszonym. Toteż w miarę tego, jak kooperatywa uświadamia się co do zadań swoich i wielkiej roli, jaką ma odegrać w świecie, w miarę tego mniej przeznacza się na dywidendę, a coraz więcej na fundusz gromadzki.

Z funduszu gromadzkiego kooperatywa powinna stworzyć całą własną kulturę ludową. Tak samo jak od kupców odbierze rynek, jak od fabrykantów odbierze produkcję, tak samo od filantropii prywatnej i rządowej powinna odebrać oświatę, szpitalnictwo, szkoły, ochrony, ubezpieczenie starości, pomoc w chorobie i oddać to wszystko w ręce ludu, aby on sam tylko był gospodarzem swego życia. Dla kooperatywy spożywczej jest to tym łatwiejsze, że nie wymaga ona żadnych ofiar dla zbierania funduszu, że dochody jej powstają z samego tylko spożywania. Każdy bochenek chleba, każda para butów kupiona w kooperatywie pozostawia w jej wspólnej kasie pewien przydatek i z tych drobnych przyrostów tworzą się te wielkie sumy, które mogą być użyte na rozmaite potrzeby zbiorowe. Instytucje dobroczynne wymagają ofiar, rządowe wymagają podatków, aby się mogły utrzymać; jedne tylko kooperatywne instytucje mogą utrzymywać się bez obarczania ludzi jakimi bądź ciężarami. Oprócz tego instytucje, zarówno filantropijne jak i rządowe, starają się zawsze narzucać coś ludowi, usuwają lud od bezpośredniego wpływu i rządzą się według swoich systemów i planów, niekoniecznie licząc się z potrzebami życia różnych grup ludzkich. Kooperatywa zaś spożywcza jest jak najszerszym i najbardziej demokratycznym stowarzyszeniem ludowym, otwartym dla każdego i zabezpieczającym równość praw. Jeżeli więc ona weźmie na siebie utrzymywanie szkół, bibliotek, ochron, szpitali, kas ubezpieczających starość i kas dla chorych, natenczas instytucje te staną się rzeczywiście ludowymi, będą przystosowywać się do prawdziwych wymagań życia i do potrzeb tych właśnie ludzi, którzy z nich korzystają. Lud wyzwoli się wtedy z dobroczynności i opieki biurokratycznej, sam stanie się swoim dobroczyńcą, opiekunem swoich chorych i wychowawcą swoich dzieci.

Kooperatywa spożywcza uczy samorządu i wolności

Kooperatywa spożywcza jest stowarzyszeniem demokratycznym, to znaczy takim, gdzie wszyscy członkowie mają jednakowe prawa i obowiązki i gdzie wszyscy decydują o sprawach stowarzyszenia. Zgromadzenie ogólne członków jest najwyższym prawodawcą, wola jego rozstrzyga o wszystkim. Ona wybiera urzędników stowarzyszenia, kontroluje ich działalność, orzeka główne wytyczne i zasady dla spraw stowarzyszenia.

Jest to więc prawdziwa rzeczpospolita, gdzie wszyscy są powołani do rządów; rzeczpospolita, gdzie nie ma żadnego przymusu, a wszystko dzieje się po dobrej woli.

W kooperatywie ludzie zamiast poddawać się narzuconym im z góry planom i rozporządzeniom, sami muszą zastanawiać się nad sposobami prowadzenia swoich interesów, muszą poznawać dokładnie warunki, w których znajduje się gospodarstwo krajowe, badać rozmaite strony działalności handlowej i przemysłowej, uczyć się wspólnej roboty ekonomicznej i administracji przedsiębiorstw, prowadzenia kas ubezpieczenia, instytucji wychowawczych i zdrowotnych, wszystkiego, czym się kooperatywa zajmuje. Zamiast przyjmować gotowe rzeczy i warunki, jakie im stawiają kapitaliści, filantropowie i państwo, uczą się sami być twórcami swego życia jako ludzie wolni, których nikt do tego nie przymusza.

I w tym to właśnie spoczywa olbrzymie znaczenie kooperatywy, że ona uczy tej wolności twórczej, że w niej wytwarza się prawdziwa demokracja. Gdzie ludzie wszystkiego żądają od państwa, gdzie wszystkie swoje nadzieje opierają na takich lub innych reformach przeprowadzanych przymusowo, tam nie ma ani demokracji, ani wolnych obywateli; tam są tylko poddani mniej lub więcej postępowego, mniej lub więcej oświeconego rządu. Demokracja zaś i wolność tworzy się wtedy dopiero, gdy ludzie, zamiast żądać reform od państwa, przeprowadzają te reformy sami, mocą dobrowolnej solidarności, gdy zamiast człowieka jako „głosu wyborczego”, zamiast pionka w ręku biurokracji lub przywódców partyjnych, zamiast takiego, który umie tylko albo panować, albo słuchać, zjawia się człowiek jako wolny twórca życia umiejący bez przymusu działać solidarnie z innymi i życie doskonalić.

Takiego właśnie człowieka powinna stworzyć kooperatywa i to jest jej najwyższe zadanie. Wszystkie systemy i ustroje społeczne mogą zawieść, okazać się błędnymi, wypaczyć się przez nowe, nieprzewidziane warunki życia; ale ta wartość moralna człowieka – jako twórcy – pozostanie jego nieśmiertelną zdobyczą, źródłem niewyczerpanej siły i coraz piękniejszych światów ludzkich.

Autor:
Abramowski Edward

Czy wołowscy samorządowcy łamią prawo?

Zgodnie z treścią ustawy o samorządzie gminnym – art. 24h nasi lokalni samorządowcy powinni do dnia 30 kwietnia złożyć oświadczenia majątkowe. Podczas ostatniej sesji rady miejskiej przewodnicząca rady zwróciła uwagę na fakt, że tego dnia upływa ostateczny termin składania oświadczeń, co mogłoby sugerować, że jeszcze wtedy nie wszyscy samorządowcy takowe oświadczenia złożyli. Przypomnijmy, że w przypadku nie złożenia oświadczenia majątkowego osoba obowiązana ustawą do składania oświadczeń może nawet stracić swój mandat.

 

Minął miesiąc od ostatniej sesji rady miejskiej, a na stronie wołowskiego BIP znajdują się tylko dwa oświadczenia majątkowe: Burmistrza Dariusza Chmury oraz przewodniczącej rady – Danuty Jelec. Skoro jest już gotowa zakładka z oświadczeniami majątkowymi za rok 2013, a swoje oświadczenia złożyło tylko dwóch samorządowców mogłoby to sugerować, że pozostali nie dopełnili swoich obowiązków, a jeżeli tak jest w rzeczywistości to można ich pozbawić mandatu.

 

Jest jeszcze jedna niepokojąca sprawa. Jak doskonale w Wołowie wiemy, drugi z-ca burmistrza – Maciej Nejman został wybrany nowym dyrektorem OSiR-u (http://gmina.wolow.sisco.info/?stanowiska=1&idr=107&status=3) , tymczasem na stronie BIP nadal widnieje jako z-ca burmistrza, co znów jest niezgodne z prawem, gdyż nie można łączyć funkcji zastępcy burmistrza z innymi funkcjami w jednostkach podległych gminie.

 

Oczywiście najbardziej prawdopodobne jest, że na stronie BIP jak i w Urzędzie Miasta i Gminy w Wołowie panuje tradycyjny „burdel”, tylko czy to nie oznacza, że wypada go posprzątać? A jeżeli rzeczywiście samorządowcy nie złożyli do tej pory oświadczeń majątkowych? Możemy łatwo przewidzieć konsekwencje.

 

Rada Gminy w Wołowie jest wyjątkowo specyficznym organem, działa zupełnie inaczej niż ościenne gminy. Stowarzyszenie Neccesitas z Wołowa apelowało do rady o udostępnienie kontaktów do poszczególnych radnych co miałoby umożliwić lepszy kontakt pomiędzy mieszkańcami a samorządowcami. http://necessitas.pl/index.php/138-do-radnego-nie-wyslesz-e-maila Niestety Gmina stwierdziła, że nie ma potrzeby kontaktu mieszkańców z samorządowcami. W przypadku gmin ościennych np. Środy Śląskiej czy Obornik Śląskich na stronach BIP udostępnione są godziny dyżurów samorządowców oraz telefony i e-maile bezpośrednio do nich.

Ale co tu się dziwić? W miejscowości która słynąc z ogromnej sceny niezależnej radny rady miejskiej nazywa ją „bolszewią”.

Gmina przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym. Samorządowcy przeciwko transparentności.

W dniu 28 stycznia 2014 roku do UMiG w Wołowie wypłynął nasz wniosek o udzielenie informacji publicznej. Pytanie dotyczyło:

„1. Umów zawartych pomiędzy gminą Wołów a następującymi podmiotami:
 - Gazetą Kurier Gmin,
 - spółce Kurier Press Sp. z o.o.
 - Stowarzyszeniem PROPAGO
 - Towarzystwem Miłośników Kultury Kresowej z/s we Wrocławiu
Proszę o udzielenie informacji na temat umów zawartych w okresie od roku 2010 do dnia dzisiejszego.
Jednocześnie wnoszę o przesłanie kopii zawartych w tym czasie umów.
2. Udzielenie informacji na temat wydatków związanych wykonywaniem swojego urzędu przez burmistrza -
Dariusza Chmurę, zastępców burmistrza pp. Macieja Nejmana oraz Jacka Włoska, w szczególności zestawienia
wydatków na:
- diety
- delegacje
- połączenia telefoniczne
- fundusz reprezentacyjny
- inne
3. Planowanych przez gminę lub przy współudziale gminy imprez rekonstrukcyjno-historycznych, debat,konferencji, inscenizacji i innych.”

W swoim piśmie z dnia 07.01.2014 (sic!), data stempla pocztowego – 10.02.2014 gmina poinformowała, że w związku z pismem z dnia 30.10.2013 (sic!) informacja zostanie przekazana w terminie drugim wskazanym w ustawie z dnia 6 września 2001 o dostępie do informacji publicznej, najpóźniej do dnia 28.03.2014. Pomimo wcześniejszych ponagleń Gmina w dalszym ciągu nie udostępniła informacji.

Zastanawiające, w jaki sposób Gmina potrafi przenosić się w czasie. Jednak, mimo wszystko, prawo dostępu do informacji publicznej jest prawem obywatelskim, z którego każdy ma prawo skorzystać i jest zagwarantowany w konstytucji.

W związku z bagatelizowaniem i ignorowaniem naszych wniosków złożyliśmy do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargę na bezczynność organu administracji, przysługującą zgodnie z przepisami ustawy.

Nasza skarga zawierała jednak błędy natury formalnej (art. 54 ustawy prawo postępowania przed sądami administracyjnymi), jednak WSA przyjął skargę, zadekretował i przekazał Burmistrzowi Miasta i Gminy oraz właściwym organom sądowo-administracyjnym.

Po konsultacji z sądem ustalono, że poczekamy na dalszy bieg sprawy, jeżeli organy skarżony ustosunkuje się merytorycznie będziemy mieli pełne postępowanie w WSA. Jeżeli nie… mamy swoje sposoby, więc i tak do postępowania dojdzie.

Będzie to nasz kolejny triumf przed organami wymiaru sprawiedliwości. Przed organami, którymi próbowali nas zaszczuć urzędnicy i ich nopowscy fani.

O postępach będziemy Was informować.

 

Burmistrz na drodze sądowej.

Już od jakiegoś czasu głośno mówi się o powództwie, które chce przeciwko antyfaszystom wytoczyć burmistrz Wołowa – Dariusz Chmura. Pan burmistrz podobnie jak jego poprzednik – Wojciech O. który ferował zawiadomieniami do prokuratury przeciwko nam oraz groził postępowaniem sądowym, liczy na zamknięcie nam gęby. I jeden i drugi postanowili strzelać sobie w stopę. Burmistrz, ponieważ jego podstawy prawne do dochodzenia od nas roszczeń są conajmniej wątpliwe. Drugi – Wojciech O. składał przeciwko nam zawiadomienia do prokuratury, które były bezpodstawne, a więc naruszył przepisy prawne, w związku z tym otworzył nam drogę do wszczęcia postępowania sądowego przeciwko niemu. Dlaczego? Zgodnie z Art. 234 kodeksu karnego „kto, przed organem powołanym do ścigania lub orzekania w sprawach o przestępstwo, w tym i przestępstwo skarbowe, wykroczenie, wykroczenie skarbowe lub przewinienie dyscyplinarne, fałszywie oskarża inną osobę o popełnienie tych czynów zabronionych lub przewinienia dyscyplinarnego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”. Przestępstwo określone w art. 234 k.k. jest przestępstwem publicznym, ściganym z urzędu, jednak przysługuje nam również droga prywatnego aktu oskarżenia oraz postępowania cywilnego. Nie będziemy jednak wytaczać żadnego postępowania – nie bawimy się w tej samej piaskownicy i nie będziemy się zniżać do tego poziomu. Nikomu to satysfakcji nie sprawia, choć kilku z nas uchodzi za kompletnych maniaków prawa, którzy z kodeksem chodzą do łóżka.

Wróćmy jednak do burmistrza. Stan faktyczny wygląda tak, że burmistrz zażądał od nas publicznych przeprosin oraz wypłaty zadośćuczynienia w wysokości 10000 zł. Burmistrz uważał, że naruszono jego dobra osobiste publikując zdjęcie jego zdjęcie na tle graffiti żołnierzy wyklętych, co zdaniem pełnomocnika burmistrza „może sugerować, że Burmistrz Gminy Wołów – Dariusz Chmura jest faszystą.” Pełnomocnik burmistrza powołał się przy tym na art. 23 i 24 §1 i §2 kodeksu cywilnego. Nasza strona odpowiedziała, że nie uznaje żadnych roszczeń burmistrza i nie zamierza się z nim w żaden sposób układać.

 

Jak zauważa znany polski cywilista – Zbigniew Radwański, komentując art. 23 k.c. „ …ochrona czci nie przysługuje w razie negatywnej oceny człowieka lub jego działania, opartej na rzetelnej krytyce. W takim bowiem przypadku działanie naruszyciela nie ma cech bezprawności. Co do roszczenia pieniężnego, na którym oparł swoje roszczenie burmistrz, art. 24 k.c., ten sam autor zwraca uwagę na to, że „przez zadośćuczynienie pieniężne należy rozumieć odpowiednią sumę pieniężną przyznawaną przez sąd z tytułu krzywdy temu, czyje dobro osobiste zostało naruszone. Krzywdy polegające na ujemnych przeżyciach (cierpieniach fizycznych lub psychicznych) związanych z naruszeniem dobra osobistego pokrzywdzonego nie można mierzyć jednostkami pieniężnymi. Tego rodzaju uszczerbki nie mogą być więc naprawiane w sposób adekwatny przez świadczenie pieniężne – tak jak wyrównuje się szkody o charakterze majątkowym.”

W podobnych sprawach wypowiadał się Sąd Najwyższy, wyrokiem z dnia 19 kwietnia 2006 r.

II PK 245/05 stwierdził, że „sąd nie ma obowiązku zasądzenia zadośćuczynienia na podstawie art.

448 k.c. w każdym przypadku naruszenia dóbr osobistych. Przy stosowaniu tego przepisu sąd bierze pod uwagę całokształt okoliczności faktycznych, w tym winę sprawcy naruszenia dóbr osobistych i jej stopień oraz rodzaj naruszonego dobra.”

Natomiast wyrokiem z dnia 25 listopada 1997 r.I PKN 369/97 „Podanie w prasie rzetelnej informacji o zawieszeniu prokuratora w czynnościach nie stanowi wobec niego szykany, jeżeli uprzednio udzielił on prasie kilku wywiadów dotyczących prokuratury, ocenionych jako pomówienie.”

Oba te wyroki należy poczytywać w kontekście analogi legis. Ujmując rzecz w skrócie nasze działania nie naruszają dóbr osobistych burmistrza albowiem informacje przedstawiane przez nas są zgodne ze stanem faktycznym. Inaczej rzecz miałaby się gdybyśmy publikowali teksty w stylu „burmistrz to chu***/pedał/złodziej”, jednak jak doskonale wiemy nigdy nie poruszaliśmy się na tej płaszczyźnie retoryki w sporze z burmistrzem. Ten sposób prowadzenia sporów pozostawimy jako zarezerwowany dla lokalnych polityków prawicy.

Żeby jednak nie było, po długich rozmowach stwierdziliśmy, że rozsądnie będzie jednak zasłonić twarz pana Burmistrza z naszego fejsbukowego zdjęcia w tle. Miejmy nadzieję, że wszystkim przypadnie do gustu. ;-)

A teraz dołączymy naszą korespondencję prowadzoną z pełnomocnikiem Burmistrza… miłej zabawy.

 

SCN_0001

 

SCN_00012

 

A tutaj nasza odpowiedź na pismo pełnomocnika.

 

 

Odpowiedź na wezwanie do usunięcia skutków naruszenia dobór osobistych.

 

Działając w imieniu własnym, w związku z pismem z dnia 08.05.2014r dot. naruszenia dóbr osobistych Burmistrza Miasta i Gminy Wołów – Dariusza Chmury informuję, że wszelkie skierowane wobec mnie roszczenia uznaję za bezzasadne i bezpodstawne.

 

 

Ad 1. W swoim piśmie nie wskazał Pan podstaw prawnych, dla których należałoby uznać bezprawność działania polegającego na zamieszeniu w internecie zdjęcia pańskiego Mandanta na tle graffiti „Żołnierzy Wyklętych”. Wydarzenie, o którym mowa miało miejsce w sierpniu 2013 roku, gdzie podczas uroczystości odsłonięcia graffiti brał udział Dariusz Chmura jako burmistrz, na zaproszenie organizatorów uroczystości. Wydarzenie to było opisywane w mediach i lokalnej prasie, a więc fakt pojawienia się pańskiego Mandanta na zdjęciu jest zgodny ze stanem faktycznym. W związku z tym, że Dariusz Chmura sprawuje funkcję publiczną – jest Burmistrzem Miasta i Gminy w Wołowie oraz zdjęcie wykonane jest w dużej grupie osób i trudno odczytać na nich poszczególne twarze nie można zgodzić się z argumentacją, aby działanie polegające na publikacji takiego zdjęcia było niezgodne z prawem. Ponadto, zgodnie z art. 81 ust. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych „Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:

1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;

2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.” W tym przypadku zakres zastosowania i zakres normowania zostają spełnione zarówno w punkcie 1 przytoczonego artykułu jak i w punkcie 2.

 

Ad 2. Roszczenie o usunięcie wpisu pt. „Pobicie w liceum” jest niewykonalne, ponieważ przytoczony wpis został usunięty ze strony w dniu publikacji.

 

Ad 3. Informuję, że nie widzę podstaw prawnych dla których miałbym składać oświadczenie, o którym mowa w pkt. 3 pańskiego pisma. Nie planuję, dopóki nie zostaną wskazane jakiekolwiek podstawy prawne, działania zmierzającego w kierunku składania przeprosin panu Dariuszowi Chmurze. Należy przy tym zadać pytanie czy działanie przeciwko propagowaniu faszyzmu, które jest celem Antyfaszystowskiego Wołowa narusza wiarygodność i powoduje utratę zaufania do pańskiego Mandanta czy może pojawienie się w otoczeniu osób związanych z organizacjami ekstremistycznymi i neofaszystowskimi. W tej sprawie skierowałem do Burmistrza Chmury pismo, w sierpniu 2013, w którym zwracałem się z prośbą o wydanie oficjalnego oświadczenia w sprawie jego konotacji z ruchami neofaszystowskimi, z sugestią aby oświadczenie to całkowicie odcinało pańskiego Mandanta od tego typu ruchów. Oświadczenie takie nigdy nie zostało wydane. Wnioskować można zatem, że skoro pański Mandant nie potępia ruchów neofaszystowskich, a pojawia się w ich towarzystwie to może sugerować, że wspiera działalność tego typu grup.

 

Ad 4. Odmawiam zapłaty jakiejkolwiek kwoty, w związku z brakiem podstaw prawnych do jej żądania. Nawet jeśli roszczenie byłoby zasadne w świetle przytoczonego przez Pana art. 23 i art. 24 §1 i §2 kodeksu cywilnego to żądana kwota jest zbyt wygórowana i nie pokrywa się w wysokości poniesionych strat.

 

 

W świetle rozczłonkowanych norm w przepisach osoba pełniąca funkcje publiczne jest osobą publiczną (funkcjonariuszem publicznym), co za tym idzie nie podlega jednakowej ochronie prawnej jak osoby nie pełniące takiej funkcji. Zgodnie z art. 115 § 13 kodeksu karnego, funkcjonariuszem publicznym jest osoba będąca pracownikiem administracji rządowej, innego organu państwowego lub samorządu terytorialnego, chyba że pełni wyłącznie czynności usługowe, a także inna osoba w zakresie, w którym uprawniona jest do wydawania decyzji administracyjnych, oraz osoba zajmująca kierownicze stanowisko w innej instytucji państwowej. Zgodnie z treścią art. 11b ustawy o samorządzie gminnym działalność organów gminy jest jawna. Ograniczenia jawności mogą wynikać wyłącznie z ustaw.

Ponieważ pański Mandant wpisuje w zakres normowania i zastosowania powyższych przepisów dotyczących osób fizycznych oraz zgodnie z przytoczonym przepisem ustawy o samorządzie gminnym jego działalność jest jawna, szczególnie w okolicznościach oficjalnych spotkań, w których reprezentuje Gminę Wołowł. Posiadanie statusu funkcjonariusza publicznego nie powoduje, tego że może część swojej działalności zatajać, sprzeciwiałoby się to metanormom konstytucyjnym dotyczącym transparentności władzy.

Jak zauważa Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych (GIODO): Przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej precyzują natomiast wyrażone w art. 61 Konstytucji RP, ogólne zasady korzystania z prawa do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne poprzez określenie zasad i trybu udostępniania informacji publicznej oraz wskazanie właściwych w tym zakresie organów.

 

Celem działania Antyfaszystowskiego Wołowa jest przeciwdziałanie szerzącej się modzie na homofobię, ksenofobię, rasizm, nacjonalizm, faszyzm i in. nurty radykalne i ekstremistyczne. Ideą grupy jest propagowanie idei tolerancji, demokracji (szczególnie w deliberatywnym wydaniu) poszanowania odmienności i różnorodności. Od jakiegoś czasu działania grupy skupione są również na działaniu na rzecz transparentności przedstawicieli władzy publicznej. Ponieważ pański Mandant unika tematu, którym jesteśmy zainteresowani, za to z żywym zaangażowaniem wspiera działalność osób o wątpliwej reputacji i orientacji światopoglądowo-politycznej trudno jest wysuwać inne wnioski. Ponadto, pański Mandant niejednokrotnie komentował, zarówno w internecie jak i przy innych okolicznościach działalność Antyfaszystowskiego Wołowa w sposób wyraźnie negatywny i nie pozostawiający wątpliwości co do dalszych wniosków i sądów.

 

W związku z powyższym należało uznać jak we wstępie.

 

 

Z poważaniem

 

Burmistrz Wołowa idzie na wojnę sądową z antyfaszystami.

No i zaczęło się… Wołowscy samorządowcy rozpoczynają kampanię wyborczą. Tym razem, podobnie jak w ubiegłych wyborach samorządowych, mamy do czynienia ze specyficznym teatrzykiem zwanym w niektórych środowiskach „wołowskim piekiełkiem” tudzież „wołowską piaskownicą”. Mieszkańcy naszego miasta już dawno odzwyczaili się od pełnych powagi i profesjonalnych polityków, ci obecni przypominają małego Jasia, którym Kasia zabrała zabawkę z piaskownicy i będą płakać, tupać nóżkami i donosić rodzicom. Czy na takich samorządowców wołowianie głosowali?

 

Pan Burmistrz – Dariusz Chmura postanowił wejść z nami na drogę sądową. Wczoraj otrzymaliśmy wezwanie do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych z Kancelarii SWWB S.C. z siedzibą we Wrocławiu, która reprezentuję na podstawie pełnomocnictwa interesy pana Burmistrza, a także… Gminę Wołów. Burmistrz domaga się od nas umieszczenia między innymi zdjęcia umiejscowionego na naszym fan pejdżu na FB, w którym znajduje się na tle muralu Żołnierzy Wyklętych. Co jego zdaniem, i tu uwaga, „co może sugerować, że Burmistrz Gminy Wołów – Dariusz Chmura jest faszystą. Tymczasem, takie przyjęcie jest całkowicie dowolne i zupełnie bezpodstawne.” Z jednej strony pełnomocnik sam odpowiada na swoje sugestie, z drugiej pamiętajmy o tym, że w sierpniu 2013 roku skierowaliśmy do burmistrza wniosek zawierający prośbę o wydanie oficjalnego oświadczenia, w którym odcinałby się definitywnie i stanowczo o ruchów neofaszystowskich i im podobnych – wniosek ten pozostał bez odpowiedzi, a jak wszyscy wiemy, nigdy takie oświadczenie nie zostało wydane, co może nasuwać jedno skojarzenie. Ponadto w wymienionym wniosku pytaliśmy jakie zamierza podjąć kroki, które mają zapobiegać rozprzestrzenianiu się „brunatnej propagandzie”. W odpowiedzi otrzymaliśmy dyplomatycznie-biurokratyczno-wymijającą odpowiedź, że wniosek nie został konkretnie sprecyzowany.

Pewności nie można mieć nigdy 100%, jednak rozmawialiśmy już z profesjonalistami- prawnikami, a także z przedstawicielami świata nauki. Nasze opinie są całkiem zbieżne, w związku z tym liczymy na to, że szanowny pan burmistrz wytoczy powództwo sądowe a nie będzie tylko straszył, będzie to dodatkowa jego kompromitacja: po pierwsze, że odważył się podnieść rękę na ludzi działających oddolnie, nie będących zaangażowanych politycznie, nie sprawujących żadnych funkcji publiczny oraz nie będących zatrudnionymi w organach administracji publicznej. Po drugie, burmistrz w swoim piśmie żąda zapłaty zadośćuczynienia w wysokości 10 000 zł, co jest rzeczywiście kwotą wyssaną z palca, a kodeks cywilny jasno mówi, że wysokość roszczenia powinna być adekwatna do wysokości poniesionych faktycznie strat. To nie Stany panie Burmistrzu… Po trzecie, jeżeli przegra proces będzie to dowód na to, że jest zwykłym pieniaczem i nie wnosi, jak już wcześniej zauważaliśmy, żadnej pozytywnej wartości dla rozwoju miasta. Jeżeli jednak zdarzy się tak, że wygra sprawę sądową to i tak nas nie uciszy, co prawdopodobnie byłoby jego zamiarem sprawdzonym już wcześniej…

 

Wołowscy politycy lubią się bowiem procesować, wysyłać wezwania od adwokatów i adwokacin, składać bezpodstawne zawiadomienia do prokuratury przeciwko swoim opozycjonistom. Ta klasyczna metoda retoryczna stosowana przez lokalnych samorządowców jest nie tyle nieskuteczna co po prostu śmieszna. Kilka osób dało się w ten sposób zastraszyć i zakneblowano im usta i to najwidoczniej wpływa na fakt, że samorządowcy w swym wyrachowaniu stosują tego typu metody. Mało tego, chętnie pomawiają, oczerniają i wyrzucają prywatę na publiczne forum. Swoimi manierami nie przypominają nawet poziomu zwykłego chama – Niesiołowski to przy nich szczyt erudycji i dobrego savoire-vivre.

Podczas ubiegłej, szalonej i agresywnej kampanii jeden z radnych – Janusz D. pozwał redaktora naczelnego konkurencyjnej dla Kuriera Gmin gazety – Gazeta Piastowska. Igor P. –redaktor gazety musiał wypłacić stronie powodowej kwotę ok. 15 000 zł, dzięki czemu Gazeta Piastowska zakończyła swój żywot.

 

Będziemy na bieżąco informować Was o postępach w sprawie.

Plebiscyt na najgorszego polityka w Wołowie.

Zapraszamy do kolejnego plebiscytu, tym razem na najgorszego polityka w Wołowie.  Tym razem w kilku kategoria: burmistrz, starosta, radny. W dwóch pierwszych przypadkach głosujemy na historycznych włodarzy ziemi wołowskiej, w ostatnim na obecnego.

Zapraszamy do głosowania.

 

Kategoria – najgorszy burmistrz:

 

Kategoria – najgorszy starosta

 

Kategoria – najgorszy radny gminy

 

Kategoria – najgorszy radny powiatu

 

Głosujemy raz dziennie. Głosowanie trwa do końca maja.

 

 

 

 

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.